© 2023 by Knoll & Walters LLP. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon
Search
  • Agnieszka M. Dixon

Cierpliwi czekają na cud, a niecierpliwi idą tam gdzie chcą

Updated: Mar 13


„Jestem cierpliwa, mówi pani X, jestem wytrzymała, potrafię czekać.” Pani X rzuca mi zaczepne spojrzenie.

„Ale na co?” Pytam ja.

„No jak to na co?”

Słowo cierpliwość jest niebezpiecznie spokrewnione z cierpieniem i z cierpkością. Z cierniem. Z cierpiętnicą lub cierpiętnikiem też. Pani X jest niewątpliwie modelową cierpiętnicą w cierniowej koronie, cierpliwie znoszącą cierpkie uwagi matki, męża, koleżanki i szefowej.

„No na co pani czeka?”

„Tak ogólnie jestem cierpliwa. Nie denerwuję się, nie wybucham, co ma być to będzie.”

„A co ma być?” Pytam ja.

„No jak to co?” A czy ja znam przyszłość? Co ma być, to będzie”.

„A co by pani chciała, żeby było?”

„Wiadomo, żeby przestał pić.”

„I od pani cierpliwości on pić przestanie?”

„No wiadomo, że nie.”

„To na co pani czeka?”

„Oj na co czekam, na co czekam, łapie ma pani za słówka, a na co ja mam wpływ? Pozostaje cierpliwość”

„Bardzo pani z tej cierpliwości dumna.”

„Bo co mi pozostaje?”

Prawda, cierpliwość się przydaje. Podczas II wojny światowej austriacko-żydowski psychiatra Viktor Frankl został uwięziony w obozie koncentracyjnym. Przez trzy lata był świadkiem nie tylko ludobójstwa, ale również masowego konania współwięźniów umierających na choroby wywołane brakiem nadziei. Frankl cierpliwie czekał na wyzwolenie, nie poddawał się rozpaczy, wiedząc, że stres oznacza załamanie systemu odporności i śmierć. Rozmyślał o sensie życia i pracował nad nową formę psychoterapii – logoterapii. Franklowi cierpliwość uratowała życie, ale czy pani X jest w podobnej sytuacji?

A może jest?

Pani X żyje w mentalnej formie obozu koncentracyjnego, gdzie życie jest formą przetrwania kolejnych rozczarowań, upokorzeń, głodu uczuć, bólu emocjonalnego. Wytrzymałość i cierpliwość pozwalają pani X przetrwać kolejne tygodnie.

Pani X chce, żeby mąż przestał pić, a przynajmniej wierzy, że tego chce. Mąż pił jeszcze w narzeczeństwie, nigdy nie wdziała go trzeźwego w wakacje, święta czy nawet w weekend. Jej wewnętrzne dziecko, mała dziewczynka, która ciągle żyje w pani X, pragnie, żeby tatuś przestał pić i okazał trochę serdeczności. Pani X czeka, aż szefowa zacznie ją doceniać, ale tak naprawdę pragnie uwagi i aprobaty swojej cierpiętniczej matki. Koleżanki dokopują jej jak siostry w walce o pozycję najgrzeczniejszej dziewczynki w domu.

Pani X jest cierpliwa, jak upadnie to leży, a jak ją kopią to czeka, aż przestaną. Wytrzymałby złamaną kość ogonową, jak mamusią, którą pijany tatuś kopnął za przeproszeniem w dupę, wrzeszcząc tak, żeby sąsiedzi usłyszeli: „A spie...na wiochę ty głupia ku...!” A gdy ją kopał, to dzieci stały i patrzyły cierpliwie, bo gdyby któreś okazało brak cierpliwości to skończyłoby jak zwykle z krwawiącym nosem lub skórą zdartą pumeksem (znak firmowy tatusia).

Życie w rodzinnym obozie zagłady miłości, bezpieczeństwa i poczucia własnej wartości nauczyło panią X, jak być cierpliwą. Teraz powolutku buduje sobie swój własny, na razie malutki obozik. Pani X jest młoda, nie ma dzieci, ale rodzina namawia, bo to dobrze wiąże związek. „Koniecznie zróbcie sobie maluszka, a najlepiej kilka i nawijacie je Betonik, Cemencik i Klejuś.” Potem tylko trzeba znieść te kolejne 30 lat i przy odrobicie szczęścia szanowny małżonek będzie łaskaw kopnąć w kalendarz, a ty sobie odpoczniesz. Tylko musisz być cierpliwa, jak mamusia. Widzisz, jaką jest szczęśliwą wdową? Księdzu pomoże i wnukami się zajmie. Rentę ma po starym.

Pani X słucha mojego ironizowania ze zgrozą (pani X istnieje tylko w mojej wyobraźni, więc nie obowiązuje mnie etyka zawodowa i mogę pozwolić sobie na sarkazm).

„To co ja mam zrobić pani Agnieszko?”

„To co pani chce i proszę wziąć sobie moje słowa dosłownie i do serca”.

Cierpliwość obowiązuje tylko w korku, w obozie jenieckim i przy wyrabianiu ciasta drożdżowego, w każdej innej sytuacji mamy prawo (a czasem i obowiązek wobec siebie) odwrócić się na pięcie i podążać za węchem, który zawsze prowadzi nas w kierunku smacznych kąsków (moja wilczurka Dejzi to wie, bo jest nieskażonym moralnością zwierzęciem).

Zatem kilka afirmacji:

„Kończę tylko książki, które mnie ciekawią”

„Nie czekam na autobus, idę piechota na następny przystanek”

„Wychodzę z kina, kiedy film mnie nudzi albo brzydzi”

„Jeśli nie toleruję sierści w zupie, nie mam psa”

„W samolocie czytam lub flirtuję z sąsiadem”

„Zmieniam pracę po pierwszych oznakach wypalenia”

„Wyprowadzam się z kraju, który nie szanuje swoich obywateli”

„Lub zostaję radną”

„Kończę toksyczny związek, nie czekając na złamaną duszę lub kość ogonową”

„W pociągu piszę bloga”

Tymczasem dojechałam do stacji docelowej, więc na dzisiaj koniec :D


16 views