© 2023 by Knoll & Walters LLP. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon
Search
  • Agnieszka M. Dixon

Pierwszy Rok Wewnętrznego Pokoju


Zastanawiam się, czy jest możliwe powstrzymanie się od noworocznych postanowień? Chociaż wydają się banalne, oklepane i mało skuteczne, każdy z nas, czy się do tego przyznajemy, czy nie, postanawia sobie coś na nowy rok, choćby w duchu. Nowy rok sugeruje, że można zacząć od nowa, unieważnić przeszłość.

Nie jestem fanką noworocznych postanowień, ale też nie jestem ich przeciwniczką; dają posmak nadziei i porcję pozytywnej energii - pożywną strawę dla naszych umęczonych wewnętrzną walką dusz. Chwilowe zawieszenie broni. Wydaje mi się bowiem, że powody wojen, jakie toczymy ze sobą, a których wygrać nie umiemy, stają się przedmiotem noworocznych postanowień. Jest to myślenie magiczne - jeśli nie możemy ze sobą wygrać, to Nowa Osoba, którą staniemy się w Nowym Roku, wyda odpowiedni Dekret i po sprawie.

Rok temu udało mi się spełnić jedno noworoczne postanowienie. Nie było to coś, o co musiałam ze sobą walczyć, żadne ograniczenie ani przymus, ot proste zadanie do wykonania, do którego zbierałam się przez jakiś czas. Pewnie i tak zrobiłabym, to co było do zrobienia, a jednak, w jakiś magiczny sposób zyskałam poczucie sprawczości i apetyt na więcej. Nauczona doświadczaniem poprzednich lat i klęskami noworocznych rezolucji, zastanawiam się, jak wykorzystać Magię Początku bez narażania się na kolejne rozczarowania. Przychodzi mi do głowy proste rozwiązanie, a mianowicie, że nie przedmioty naszych wewnętrznych wojen powinny stać się materią noworocznych postanowień, lecz sama walka.

W toczeniu walki ze sobą jest coś perwersyjnego. Choćby cel sam w sobie był szlachetny, wygranie wewnętrznej wojny oznacza, że jakaś część nas jest skazana na porażkę, odrzucona i potępiona. Jakaś część nas zostaje wysłana na wewnętrzną banicję.

Weźmy przykład odchudzania, chyba najpopularniejszej z noworocznych rezolucji. Potocznie mówi się, że „toczymy walkę ze sobą, żeby zrzucić zbędne kilogramy”. Takie sformułowanie sugeruje, że zamieszkują w nas dwie skłócone osoby, jedną z nich jest grubas sybaryta, niezaspokojony żarłok, indyferentny wałkoń. Mamy więc w sobie pasibrzucha niechluja, który nic sobie nie robi z norm społecznych i naraża nas na szykany, jakich doświadcza każdy grubas. Po przeciwnej stronie sporu stoi idealista świętoszek, asceta i esteta w jednym, impotentny moralista.

Grubas wcina, Świętoszek nie przestaje go obrażać, Grubas cierpi, czuje się brzydki i ohydny, Świętoszek ma poczucie klęski i własnej bezsilności. Nienawidzą się wzajemnie, udają, że nic ich nie łączy, a przecież zamieszkują jedno ciało, jeden umysł. Są tym samym. Rzecz jasna, wojnę zawsze wypowiada świętoszek-idealista, który Wie, Z Całą Pewnością Kim Powinniśmy Być. Nauczyli go tego rodzice, dziadkowie, ciocia Krysia, pan Józek, obrazy z telewizora i z Internetu, nauczyciele. Zakodowali nam w podświadomości Kim Powinniśmy Być, na długo zanim dowiedzieliśmy się, kim naprawdę jesteśmy.

Jak cyprysy w ogrodzie arystokraty, przycięte w geometryczne kształty nie wiemy, co z nas wyrośnie bez interwencji sekatora. Być może nasz wewnętrzny Grubas podświadomie i dramatycznie próbuje odżywić gałęzie, pozwolić im rosnąć w swoim kierunku, nasz Świętoszek zaś pełni funkcję sekatora, złośliwego implanta zamontowanego w naszym umyśle przez społeczeństwo. Psychoanalityk nazwie Grubasa Id, a Świętoszka Superego, a wojnę jaką ze sobą toczą konfliktem wewnętrznym.

Ta wojna nie ma sensu, wygranie jej nie ma sensu. Powiedzmy, że Świętoszkowi uda się skazać Grubasa na banicję (nie może go przecież zabić bez unicestwienia samego siebie, samobójstwo jest jedyną skuteczną formą wygrania wewnętrznej wojny - taka psychiczna Hiroszima). Wygnany Grubas będzie się odtąd pałętał po bezdrożach naszej podświadomości, aż przyjdzie czas, gdy Świętoszek straci czujność i Grubas powróci. Zaatakuje ze zdwojoną mocą bomby zwanej efektem jojo. Z drugiej strony obezwładnienie Świętoszka, może sprawić, że Grubas poczuje się bezkarnie i wyprowadzi nas na manowce rozlazłości i braku wewnętrznej dyscypliny.

Jak zakończyć tę wojnę bez budowania muru berlińskiego między sobą a sobą?

Freud poradziłby powołanie niezależnego obserwatora i mediatora w jednym – Ego. Zadaniem mediatora nie jest rozsądzanie sporów, lecz zainspirowanie do myślenia i znalezienia ugody, która usatysfakcjonuje potrzeby obu stron. Taki Mediator zaprosiłby Grubasa i Świętoszka na długi spacer po lesie, zadałby kilka pytań i pozwoliłby im się wygadać. Dlaczego właściwie Grubas musi tyle jeść i jak się czuje, kiedy Świętoszek go obraża? Co martwi Świętoszka, w czyim imieniu występuje i przed czym próbuje uchronić Grubasa?

Być może Grubas odpowiedziałby, że właściwie to nie wie, czemu tyle je, że dręczy go jakiś wewnętrzny niepokój, jakieś poczucie braku, które wypełnia jedzeniem; szuka ulgi, chociaż nie wie, co jest źródłem napięcia. Być może Świętoszek odpowiedziałby, że występuje w imieniu babci i cioci, które same są w stanie permanentnej wojny ze swoimi wewnętrznymi Grubaskami i zachowując wzmożoną czujność, strzelają kąśliwymi nabojami do każdego napotkanego łasucha.

Być może Grubas powiedziałby, że chciałby cieszyć się jedzeniem, zachowując umiar i bez poczucia winy. Świętoszek rzekłby zaś, że chciałby przestać żyć w stanie wiecznego lęku przed porażką, krytyką i odrzuceniem.

Wtedy Mediator zapytałby, jak mogliby sobie pomóc i Grubas rzekłby, że mógłby zacząć słuchać swojego Ciała i jeść tylko wtedy, kiedy ono jest głodne i przestawać, kiedy je zaspokoi. Chętnie też skorzystałby z rad Świętoszka odnośnie zdrowego żywienia, tylko bez wyzwisk proszę. Świętoszek zaś rzekłby, że musi się zastanowić głębiej nad sobą i zrobić solidny remanent swoich wewnętrznych zasad. Niewątpliwe, wszystkie normy dostał na przechowanie od Rodziny i Społeczeństwa, co czyni go kimś w rodzaju wewnętrznego Bibliotekarza, Kustosza i Sędzi. Jednak rozważa przegląd zasobów i ostrą redukcje. Chętnie pozbędzie się kilku Norm Rodzinnych, jak na przykład Obgadywanie Krewnych Po Świątecznej Wizycie, Krytykowanie Odmienności czy Jedzenie Zwierząt.

I tak pogodzeni Grubas i Świętoszek wkraczają w Nowy Rok, a Mediator wraca ze spaceru do swoich wewnętrznych pieleszy zadowolony i zagłębia się w lekturze „Flow” Mihaly Csikszentmihalyi’go (konia z rzędu temu, kto poprawnie wymówi jego nazwisko)

Być może zamiast noworocznych postanowień warto zrobić inwentarz wojen, które toczymy ze sobą i z innym (o ile jest jakaś różnica) i zaprosić zwaśnione strony na długi spacer po lesie. Zostać Mediatorem swojego wewnętrznego konfliktu, dowiedzieć się, dlaczego walczymy ze sobą i w czyim imieniu. Zastanowić się, czego się boimy. Poszukać własnego rozwiązania i pozwolić wreszcie tym biednym gałązkom wyrosnąć w dowolnie wybranym kierunku.

Koniec tej drogi jest nieznany, ale jakże ekscytujący. Kto wie jaki rozmiar będzie za rok nosił nasz uwolniony Grubas, kto wie, czy nasz wyzwolony Świętoszek nie zapoczątkuje rodzinnej rewolucji i jak to się skończy? Kto wie, co przyniesie kolejny rok naszego życia, jeśli uczynimy go Pierwszym Rokiem Wewnętrznego Pokoju?

Do Siego Roku!


13 views