Search
  • Agnieszka Dixon

To tylko update mamo, nie koniec świata

Żyje tylko to, co jest w ruchu, a im bardziej zastygniemy w jakiejś pozie, tym bardziej boli nas zmiana pozycji


Doczekaliśmy strasznych czasów, Agnieszko”, mówi mama, rocznik 40-ty. Zgadzam się z nią, bo trudno się nie zgodzić. Zastanawiam się jednocześnie, dlaczego te czasy miałyby być straszniejsze od innych? Pokolenie naszych rodziców (lub dziadków) urodzone w latach 1930-40, najbardziej obecnie dotknięte plagą koronawirusa, rozpoczynało swoje życie przy akompaniamencie spadających bomb, w ruinach, w głodzie, wśród martwych ciał. A potem świat się zmienił.


Wkroczyli w wiek nastoletni w mrocznej atmosferze lat pięćdziesiątych, w oparach dusznego stalinizmu, inwigilacji, lęku, w „jedynie słusznej” ideologii, która z perspektywy czasu wydała się absurdalna. A potem świat się zmienił.


Młodość przypadła na lata 60-te, upływające pod znakiem wyścigu nuklearnego, zagrożenia kolejną wojną i unicestwieniem ludzkości. Oudziła się nowa świadomość społeczna, której symbolem stały się dzieci kwiaty, krótkie spodniczki i muzyka pop. Świat znowu się zmienił.


W latach 70-tych, już dorośli, lecz ciągle bardzo młodzi, budowali swoje kariery w atmosferze odwilży politycznej, obdarzeni swobodą, która okazała się pozorną wolnością. W podziemiu organizowała się nowa klasa polityczna, gabinet cieni, który dojrzał pod koniec dekady i uderzył w gospodarkę. Zaczął się wielki strajk i świat znowu się zmienił.


W latach 80-tych na ulicę wyjechały czołgi, prezenterzy telewizyjni włożyli mundury, przyjaciele stanęli po przeciwnych stronach barykady. Opustoszały sklepowe półki, ludzie poznikali w więzieniach. Kartki na żywności, papierosy, i benzynę wydrukowane na papierowych bloczkach zamieniły się w walutę czarnego rynku. Potem wybuchł Czarnobyl, internowani wrócili do domów, wzmocnieni wiarą w solidarność ideologiczną i obietnice cudownie ocalałego po zamachu, krzepkiego jeszcze Jana Pawła II. Duch święty miał zmienić oblicze tej ziemi. I zmienił.


Wiek średni przypadł im na lata 90-te, upadek systemów i przewartościowanie. Karły reakcji wdrapały się na fotele prezydialne, wierchuszka partyjna oddaliła się na wyśrubowane emerytury, majątek państwa został wykupiony przez tych, co mieli najwięcej oleju w głowie, dewiz w kieszeni i cynizmu w sercu. Wszystkiemu patronowała wymalowana na sękach podhalańskich i zawieszona w każdym domu postać siwego jak gołąbek, trzęsącego się Jana Pawła II. W czasach wielkiej powodzi 1996 roku, z mułu i błota się wyłonił się nowy świat, zarządzany przez klasę mutantów politycznych, którzy do swojego socjalistycznego DNA doczepili gen demokracji. Widok pijanego prezydenta, w papieskim geście całującego ziemię, odbił się czkawką u jego wyborców. Nadchodził nowy wiek i świat znowu miał się zmienić.


Wiek dwudziesty został gromko zaanonsowany przez dwa samoloty wbijające się w dwie nowojorskie wieże. Oni, już 60-letni, debiutujący w roli dziadków i ledwo osadzeni w nowej postkomunistycznej rzeczywistości, obserwowali, jak trzęsie się w posadach świat bezpiecznego dobrostanu, atakowany przez terrorystów z afgańskiej pustyni i załamujące się rynki finansowe. Internet połączył świat, otworzyły się granice i dzieci poznikały w wirtualnej rzeczywistości lub wyjechały do lepszego świata. Na pocieszenie dostali komórki i Skype.


Kolejna zmiana wkradła się niepostrzeżenie jak lis do kurnika. Gdzieś w połowie kolejnej dekady odkryli, że świat przeniósł się do wirtualnej chmury. Obserwowali dzieci i wnuki, zastygłe z telefonami w rękach, z twarzami zaróżowionymi od emocji, żyjące wewnątrz. Nagle okazało się, że mogą dowiedzieć się wszystkiego natychmiast, wpisując hasło do wyroczni Google. Każdy film, każda książka stały się dostępne na już. Oczekiwanie, zdobywanie, załatwianie przeszło do historii.


Wkroczyli w ósmą dekadę życia wątpiąc, że coś jeszcze może ich zaskoczyć, a jednak życie nie zwalnia tempa, nieważne jak głęboko pragniemy spokoju.

Na początku trzeciej dekady XXI wieku zostali sami, odizolowani od dzieci i wnuków, które nagle okazały się dla nich śmiertelnym zagrożeniem. Pewnie mają wiele powodów do gniewu i pretensji do życia o to, jak ich doświadcza. Dlaczego urodzili się w rozpadającym się świecie i mają umrzeć w czasach zarazy? Niektórzy z nich przyszli na świat w żydowskich gettach i obozach zagłady i odchodzą w gettach zamkniętych metropolii. Rodzili się i umierają w szpitalach polowych. Oglądają świat na ekranach smartfonów z mieszanymi uczuciami żalu i ulgi, być może z nostalgią. Zazdroszczą młodszym pokoleniom, że dane im będzie stworzyć kolejną wersję świata, jednoczenie współczują im, że pewnego dnia zobaczą jak ten ich nowy świat się rozpada i przychodzi czas na następny update rzeczywistości. Bo świat się zmienia i wszystko, co pewne dzisiaj, kiedyś okaże się wątpliwe, a to co silne, stanie się kruche. Świat się odnawia i updatuje jak komórki w naszym ciele, jak gatunki zwierząt, jak wirusy, jak gry komputerowe, oprogramowania i modele telefonów.


Żyje tylko to, co jest w ruchu, a im bardziej zastygniemy w jakiejś pozie, tym bardziej boli nas zmiana pozycji; jak moja ścierpnięta stopa, na której przysiadłam pisząc ten tekst. Prostuję nogę i czuję bolesne pulsowanie. Pora iść na spacer.

0 views

© 2023 by Knoll & Walters LLP. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon