© 2023 by Knoll & Walters LLP. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon

Jeśli śni ci się parasol, to jest to penis, czyli wszystkie bzdury o Freudzie powtarzane w kółko od stu lat

May 6, 2016

 

Mija właśnie 160 rocznica urodzin Freuda – człowieka, który nie bał się myśleć i nie bał się mówić. Dał nam zgodę na pełne człowieczeństwo, dał prawo być, kim jesteśmy i nałożył na nas odpowiedzialność za to, jacy jesteśmy.

 

 

Wpadł mi w oko opublikowany z okazji 160 rocznicy urodzin Freuda artykuł rzekomo podsumowujący i wyjaśniający najważniejsze teorie twórcy psychoanalizy. Cokolwiek zostało raz przekręcone przez oponentów Freuda, śmiertelnie wystraszonych swobodą w mówieniu o seksie, weszło do kanonu wiedzy powszechnej, obecnie dostępnej w googlopedii. Beznadziejna sprawa.

Nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła próby obrony poglądów Freuda. Psychoanalizie zawdzięczam bowiem wewnętrzną wolność, którą przynosi znajomość siebie. A oto kilka najbardziej bzdurnych interpretacji Freuda:

 

Kobiety zazdroszczą mężczyznom penisa

 

Freud nie byłby typowym mężczyzną, gdyby się nie zachwycał swoim przyrodzeniem, przypisując mu szczególną moc. Ale w zazdrości o penisa nie o to chodzi. W czasach Freuda, kobiety miały ograniczone możliwości życiowe. Małe dziewczynki szybko orientowały się, że ich bracia mają ciekawsze życie, fajniejsze zabawki i więcej uwagi ze strony otoczenia. Co je różniło od chłopców poza mini peniskiem, który po osiągnięciu dojrzałości zapewniał właścicielowi swobodę w zakresie edukacji, pracy oraz wolność seksualną, której kobiety nie miały?

 

Penis był niewielka różnicą anatomiczną, która podobnie jak w przypadku koloru skóry, decydowała o jakości życia. Mężczyźni w czasach Freuda mieli moc decydowania o sobie. Penis był symbolem mocy, jego posiadanie gwarantowało wolność osobistą. 

 

W kompleksie Edypa chodzi o to, że dziecko pożąda seksualnie rodzica płci przeciwnej

 

Kiedy Freud opublikował „Trzy rozprawy z teorii seksualnej”, nad austriackim niebem zawisła czarna chmura grozy. Dziecko jest istotą seksualną, pisał Freud. Zboczeniec, odpowiadał Wiedeń.

 

Niewiele zmieniło się w tej sprawie, masturbacja dziecięca ciągle jest tematem tabu, a w miarę jak dorastamy zabijamy w sobie swobodne, nieskrępowane kulturą dziecko. Freud jako pierwszy opisał to, co oczywiste: małe dziecko jest ciekawe siebie. Ogląda swoje ciało, dotyka i smakuje, bada, co sprawia przyjemność, a co jest niemiłe. Dzieci są autoerotyczne, zachwycone sobą, skoncentrowane na doznawaniu przyjemności zmysłowej, jaką sprawia jedzenie słodkości, opróżnianie przepełnionego pęcherza i jelit, dotykanie genitaliów.

Ciekawość budzą też ciała innych ludzi i zwierząt, dlatego małe dzieci nie mają oporów w wyrywaniu muchom skrzydełek, wsadzaniu patyka psu do ucha i zaglądaniu mamie pod spódnicę. Na chęci dotyku się kończy. Autoerotyczność oznacza, że dziecko samo dla siebie jest obiektem seksualnym (zmysłowym), jest skoncentrowane na doświadczaniu przyjemności przez odkrywanie swojego ciała – całego, nie tylko genitaliów, chociaż zdecydowanie są one źródłem największej przyjemności.

Dopiero w okresie dorastania obiektem seksualnym staje się drugi człowiek i pojawia się pragnienie zaspokojenia popędu poprzez akt płciowy.

 

Laicy mieli zawsze tendencje do „upraszczania” Freuda. Koncepcja zazdrości o moc decydowania o sobie, przypisana mężczyznom (którzy, jak powszechnie wiadomo, posiadają penisa) została skrócona do „zazdrości o penisa”;  w przypadku kompleksu Edypa również połączono dwie tezy. Pierwsza, to opisana wyżej teza o seksualności dziecięcej, druga, to zazdrość o rodzica.

 

Freud kochał wszystko, co greckie. Zainspirowała go opowieść o młodym Edypie, który niechcący zabił ojca i poślubił matkę Jokastę, pogrążając się tym samym w głębokiej depresji zakończonej poważnym samookaleczeniem.

Co wspólnego ma ta ponura historia z kilkulatkiem próbującym wedrzeć się do sypialni rodziców? Wiele. Każdy, kto ma dzieci, wie, jak bezwzględnie potrafią walczyć o uwagę, i do czego są zdolne, abyśmy przypadkiem nie spuścili z nich oczu. Płacz, krzyk, wrzask, zupa na dywanie, farba na ścianie, dziura w zasłonie, gorączka, wysypka, kaszel… każda metoda jest dobra, żeby rodzice nie zajęli się sobą i nie zapomnieli o trzyletnim terroryście. A co, jeśli w domu pojawią się następne dzieci? Katastrofa i mordercze żądze.

 

Freud twierdził, że każde dziecko będzie identyfikowało się z rodzicem swojej płci i naśladowało sposób, w jaki adoruje partnera. Będzie też próbowało zawłaszczyć uwagę rodzica na wszelkie dostępne mu sposoby, doświadczając przy tym silnej i nie zawsze przyjemnej mieszczanki uczuć: miłości, podziwu, zazdrości, lęku i nienawiści. Jakkolwiek walka o uwagę jest uzasadniona, dziecko musi przegrać. Ostatecznie, bezwzględnie i niepodważalnie. Rodzic o którego toczy się bój, musi bezlitośnie wystawić dziecko za drzwi sypialni i powiedzieć: bardzo cię kochamy, ale tu jest nasze terytorium i basta.

 

Tylko przegrywając z ojcem mały chłopiec będzie umiał wygrać jako mężczyzna, tylko przegrywając z matką, mała dziewczynka pozna siłę swojej kobiecości. Popłyną łzy złości i samotności, ale tylko te dzieci, które przegrały, będą w przyszłości świadome swojej skuteczności i siły; będą potrafiły otaczać innych opieką i stawiać zdrowe granice.

 

Jeśli śni ci się parasol, to jest to penis, czyli wszystko sprowadza się do seksu.

 

Freud nazywał sny „królewską drogą do podświadomości”, wiedział bowiem że są niekontrolowanym produktem naszego umysłu. Ogromną wagę przykładał również do marzeń na jawie.

Zainspirował go sen chorej dziewczynki, która miała ochotę na jagody, ale ze względu na wymogi diety, nie pozwolono jej ich zjeść. W nocy dziecku przyśniła się wielka misa jagód, które spałaszowała bez ograniczeń i bez konsekwencji. A co, pomyślał Freud, jeśli mamy ochotę na seks z żoną kolegi lub bratem męża? Lub, co gorsza z bratem żony lub siostrą męża? Cokolwiek jest zakazane przez kulturę, stopniowo znika nam z pola widzenia i zstępuje do mrocznego więzienia podświadomości, z którego wysyła rozpaczliwe grypsy w postaci snów.

 

Mordercze żądze, zazdrość, pożądanie, nienawiść istnieją w naszych umysłach, bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Są częścią ludzkiego potencjału uczuć jak miłość, wierność, łagodność, współczucie. Wszystkie służą nam w wypełnianiu misji przedłużenia gatunku: miłość i pożądanie prowadzą do poczęcia dziecka, zazdrość, nienawiść do wyeliminowania rywali i zapewnienia potomstwu lepszych warunków życia, które daje szanse na zdrowsze wnuki. Taniec życia trwa. Jest niesprawiedliwy, bolesny i krwawy, ale jest też ekstatyczny i piękny.

 

Kultura zabrania nam być w pełni człowiekiem i słusznie, bo człowieczeństwo to nie tylko zdolność do tworzenia dzieł na miarę Mozarta, Le Corbusiera czy Woltera, ale również obozy zagłady ludzi i zwierząt. Jesteśmy jedynym gatunkiem, który hoduje inne, aby je pożerać. My, ludzie, jesteśmy piękni w swojej pasji tworzenia i potworni w swoim okrucieństwie.

 

 

 O Freudzie wiemy niewiele, chociaż ponad dwadzieścia tomów jego rozpraw, esejów i wykładów jest dostępnych w każdej bibliotece uniwersyteckiej i chociaż jego książki są napisane prostym, żywym językiem człowieka, który raczej przekazuje wiedzę niż ją tworzy. Freud opisywał nas takimi, jacy jesteśmy, bez moralizowania, pouczania, zezwalania, zabraniania, oceniania.  

 

Pisał też o sobie, o swoich żądzach i lękach, o kokainie, o dzieciach i o tym czego nie wiedział. O kobietach pisał mniej niż o mężczyznach, wyjaśniając, że brak  osobistego doświadczenia kobiecości ogranicza go do dywagacji. W zamian za to kształcił psychoanalityczki i zachęcał do weryfikowania i wzbogacania psychoanalizy. A jednak Freud do dzisiaj jest uważany za szowinistę. Zarzuca mu się również traktowanie homoseksualizmu jako zaburzenia umysłowego, chociaż powtarzał, że wszyscy jesteśmy jesteśmy biseksualni. W sposób naturalny wybieramy partnera płci przeciwnej, aby począć i wychować potomstwo. Kochać jednak możemy kogokolwiek, a satysfakcję seksualną czerpać z różnych źródeł, pod warunkiem, że nie zablokuje nas wstyd, poczucie winy i lęk przed karą.

 

Zastanawia dlaczego mity o Freudzie są nadal żywe i dlaczego tak niewielu ludzi sięga po jego oryginalne teksty. Czyżby kierowała nami dobrze znana, ponadtysiącletnia europejska pruderia? Lęk przed srogim głosem, który szepcze nam do ucha: trzymaj ręce na kołdrze! Przecież to bujda, inaczej wszyscy mielibyśmy krosty na ciele, błonę między palcami i na dodatek bylibyśmy ślepi jak nietoperze.

 

Freud był człowiekiem, który wolnością myśli i słowa wyprzedził swoje czasy.  Nadal wyprzedza.

Please reload

Featured Posts

Echoistka, idealna żona dla Narcyza

October 31, 2019

1/3
Please reload

Recent Posts

December 8, 2019

November 25, 2019

January 2, 2019

Please reload

Archive
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square