© 2023 by Knoll & Walters LLP. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon

O tym, jak słuchać siebie

January 13, 2019

W okresie noworocznych rezolucji nie brakuje miejsca na diety, porządki w szafie i nowe kursy. Wszystko dobre, co nam służy, skąd jednak wiemy, co naprawdę jest dla nas korzystne, a co, choć wydaje się rozwojowe, popycha nas na ścieżkę autodestrukcji? 

 

 

Pracowałam kilka lat temu z młodą kobietą, specjalistką od skomplikowanych operacji finansowych w londyńskim City. Ewa, dziewczyna mądra, piękna i bardzo już zamożna, była na skraju załamania nerwowego. Od kilku miesięcy nie mogła spać, miała ataki paniki, problemy z koncentracją i rozpadł się jej wieloletni związek. Potrzebowała pomocy. Ewa znalazła mnie na stronie coachów biznesu i chciała, żebym pomogła jej uporać się ze stresem i poprawić wydajność. Planowała rzucić pracę i założyć swoją własną firmę konsultingową. 

 

Sen o Palatynie

 

To, co zobaczyłam w Ewie nie wymagało podkręcania motywacji, a raczej jej przycinania. Dziewczyna była na prostej drodze do całkowitego wyczerpania organizmu. Powiedziałam, że coachować jej nie będę i zaproponowałam psychoterapię – regularną i stacjonarną. Ewa się wahała, była gotowa zapłacić dużo pieniędzy, żebym przyjeżdżała do niej do biura na podwójne sesje albo żebyśmy spotykały się na Skypie późnym wieczorem (lub wczesną nocą), ale nie zgodziłam się na to. Ewa zaczęła przyjeżdżać regularnie i po trzech miesiącach psychoterapii złapała równowagę psychiczną. Objawy nerwicowe ustąpiły, Ewa zaczęła spać i przynosić na sesje coraz bardziej wyraziste sny. W jednym z nich jechała rydwanem po Forum Romanum wśród wiwatujących tłumów. Pokierowała konie na boczną drogę i zaczęła wjeżdżać na wzniesienie Palatyn, który nagle zamienił się w Orlą Perć. Rydwan jechał teraz po stromej skale i Ewa obserwowała z góry przechadzające się po Forum Romanum tłumy. Nikt na nią nie patrzył. Ewa poczuła paraliżujący strach. Zatrzymała konie i zorientowała się, że nie może zawrócić. Skała za rydwanem wykruszyła się, a przed Ewą była przepaść i ocean. We śnie Ewa wiedziała, że jedyną drogą jest upadek. Mogła spaść na Forum Romanum i rozbić się na skałach lub do morza, ale Ewa nie umiała pływać. 

 

Sen poruszył Ewę to tego stopnia, że poprosiła mnie o dodatkową sesję, na którą się zgodziłam. Poprosiła o interpretację snu. W metodzie psychoanalitycznej bardzo ważne są skojarzenia i intuicja pacjenta, zapytałam więc Ewę, co ten sen znaczy dla niej. Dlaczego tak bardzo się wystraszyła? Po zastanowieniu, odparła, że być może Palatyn to firma konsultingowa, którą planuje założyć, i że być może za dużo bierze na siebie. Powiedziała, że we śnie wjechała na górę, dlatego że napędzali ją wiwatujący ludzie, ale kiedy znalazła się na szczycie, wszyscy o niej zapomnieli i poczuła pustkę, samotność i strach. Zapytałam o odczucia, jakie miała stojąc na wyśnionej Orlej Perci nad przepaścią. Ewa odparła, że ciągnęło ją w stronę morza, które wydawało się ciepłe i przyjazne, ale bała się skoczyć, bo nie umie pływać. Wspomniałam, że woda we śnie może symbolizować podświadomość, a im większa jest i głębsza, tym więcej do odkrycia. Ewa powiedziała, że nie nauczyła się pływać w dzieciństwie, bo nie było na to czasu. Rodzice zapisywali ja na dodatkowe kursy i korepetycje, ciągle się uczyła, ale przecież dzięki temu zdała międzynarodową maturę i zaszła tak daleko. Miałam wrażenie jakby Ewa mówiła o paradowaniu na Forum Romanum i wiwatujących rodzicach, powiedziałam jej o tym. Ewa uśmiechnęła się gorzko, żaden sukces nie był w stanie usatysfakcjonować jej rodziców, zwłaszcza ojciec ciągle popychał ją do przodu ku nowym wyzwaniom, twierdząc, że może osiągnąć więcej. 

 

Tu historia Ewy obiera nieoczekiwany kierunek. Można byłoby się spodziewać, że nagły wgląd w siebie zatrzyma Ewę w drodze na kruchy Palatyn, ale tak się nie dzieje. Ewa odwołuje kolejną sesję i kolejną, a potem wysyła mi wiadomość smsem. Rezygnuje z terapii. Piszę do niej list, odwołuję się to tego, co udało nam się osiągnąć i to tego, co jeszcze mamy do zrobienia. Posługuję się metaforą zaczerpniętą z jej snu, o tym, że terapia jest dla niej trochę jak nauka pływania, nigdy nie miała czasu na wgląd w siebie i może warto się zatrzymać. Odpisuje, że jej wewnętrzny ocean jest pełen wraków i morskich potworów, i że nie ma ochoty się w to zagłębiać.

 

Dlaczego Ewa się cofa?

 

Zawsze zastanawia mnie, dlaczego ignorujemy sygnały płynące z naszego wnętrza, a mówię tu i o ciele, i o psychice. Dlaczego z uporem maniaka pakujemy się w to, co nam szkodzi? Dlaczego mając pełen dostęp do wiedzy o sobie, zwodzimy samych siebie i wybieramy kłopoty? Co chcemy sobie udowodnić? Dla kogo robimy to, co robimy?  

Samoobserwacja, obojętnie czy osiągamy ją na drodze terapii, medytacji, jogi, czy innej metody, daje nam możliwość kontaktu z sobą, widzimy siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Jeśli obraz nie jest zgodny z tym, czego oczekujemy od siebie lub czego oczekuje od nas środowisko, które nas kontroluje, znajdujemy się w trudnej sytuacji. Zaakceptowanie prawdy o sobie oznacza rezygnację z fałszywej tożsamości, która pozwoliła nam przetrwać ciężkie czasy, dramaty rodzinne, utratę bliskich, brak miłości. Sen Ewy jest wyrazisty. Paraduje w rydwanie sukcesu finansowego, ku uciesze wiwatujących rodziców, ale jest to droga donikąd. Jeśli będzie się wspinać wyżej, to spadnie i Ewa o tym wie. Niemniej jednak Ewa kontynuuje drogę do zatracenia, nie chce zawieść widowni, nie chce przeżyć rozczarowania rodziców, upokorzenia i poczucia porażki. 

 

Dla kogo żyje Ewa?

 

Niespodziewanie okazuje się, że historia Ewy zmierza do happy endu, chociaż nie takiego, jaki sobie wyobrażałam. Kilka lat po przerwaniu terapii, Ewa kontaktuje się ze mną pod jakimś pozorem i opowiada o sobie.

Po przerwaniu terapii znalazła coacha, który pomógł jej podkręcić motywację i otworzyła swoją firmę konsultingową. Odniosła sukces, który jednak zakończył się dla niej całkowitym załamaniem nerwowym i pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Na odziale spotkała człowieka, który namówił ją na powrót do psychoterapii i polecił psychoanalizę. Ewa ma teraz sesje 3 razy w tygodniu i, jak twierdzi, uczy się pływać po swoim oceanie podświadomości. Pytam Ewy, dlaczego nie zadzwoniła, kiedy było jej trudno? Dlaczego nie wróciła na psychoterapię do mnie? Mówi, że wtedy nie wiedziała, co ją powstrzymywało, ale podczas ostatniej sesji z jej nowym psychoanalitykiem, przypomniała sobie coś z czasów liceum. Pojechała wtedy z grupą w Tatry i podczas wspinaczki spanikowała na Orlej Perci. Instruktor wykrzyczał, że jest nieodpowiedzialną smarkulą, która zabiera się za wspinaczkę bez przygotowania i blokuje grupę. Ewa przeżyła to jako ogromne upokorzenie. Po jakimś czasie wróciła w góry i przeszła Orlą Perć sama. Od tamtej pory robi to zawsze, kiedy jest w Tatrach. Paradoksalnie nie cierpi wspinaczki, nie lubi nagich skał, ani kurzu, ani uczucia lęku nad przepaścią, ale robi to, żeby nie wyjść z wprawy. Milczymy obie. 

 

Ewa posłuchała siebie

 

Teraz wiem, że Ewa dobrze zrobiła, słuchając siebie. Najwyraźniej musiała wjechać na Palatyn sama i musiała spaść. Jej ocean podświadomości znajdował się po drugiej stronie góry, nigdy nie dowiedziałaby się o jego istnieniu, gdyby nie katastrofa jakiej doświadczyła. Wewnętrzny upadek dał jej szansę na odnalezienie siebie. Sen o rydwanie nie był ostrzeżeniem, jak mi się wtedy wydawało, lecz wskazówką, ja zaś byłam instruktorem, kimś, kogo Ewa spotkała w połowie drogi, kimś, kto uświadomił jej słabość i potrzebę pracy nad sobą. 

 

Ewa posłuchała siebie i poszła swoją drogą. 

 

 

Londyn, 12 stycznia 2019

Imiona i okoliczności zostały zmienione dla potrzeb artykułu

Please reload

Featured Posts

Echoistka, idealna żona dla Narcyza

October 31, 2019

1/3
Please reload

Recent Posts

December 8, 2019

November 25, 2019

January 2, 2019

Please reload

Archive
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square